Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastroje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastroje. Pokaż wszystkie posty
24 grudnia 2008
29 października 2008
na Świętego Szymona, babie lato kona

Wczorajsze imieniny, przypomniały mi o starym powiedzeniu. Mieszkający w mieście tracą te przygody masowej pajęczej emigracji i uroki anielsko fruwających pajęczynowych nici. Ale taka prawda. A wraz z końcem lotów białych nitek, koniec złotej jesieni.
I jesień kojarzy mi się wtedy:
-z nietaktownością;
- z definitywnym końcem lata;
-z parasolem;
-z deszczem;
-z zapachem palonych liści;
-z kałużami;
-z kraczącymi wronami;
-z zimnem (który ma o tyle swoją większą moc straszaka, że kontrastuje z właśnie skończonym latem);
-z nieprzewidywalnością;
-z chandrą;
-z katarem;
-z brakiem światła;
-z szarością;
-z wiatrem...
Skąd takie złe skojarzenia?
Chyba zbyt roszczeniowo podchodzę do pogody i natury.
Wszak w naturze zawsze jest harmonia i wszystko ma swój głęboki sens.
Jesień to pora roku bardzo domowa, wołająca wszystkich domowników do powrotu z gór, plaż jezior, łąk i lasów. Bo na szczęście jest wrzos, są liście wielobarwne, jest zupa dyniowa w garnku, konfitury i nalewki z letnich zbiorów w szafie, grzyby suszące się, korale z jarzębiny, bukiet z liści i kasztany porozrzucane po domu w różnych miejscach. Te elementy pięknej jesieni, które można zatrzymać w domu. Pora roku mająca na celu powrót do ogniska domowego. Tym bardziej, że ma do tego wspaniałe środki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)